Moja droga do pewności siebie

Zanim opowiem Wam jak to było u mnie, trochę teorii na temat tego czym pewność siebie jest, a czym nie jest.

Pewność siebie to zaufanie do samego siebie, poczucie, że możemy na sobie polegać. Pewność siebie nie ma nic wspólnego z arogancją, wywyższaniem się, poczuciem, że wszystko nam się należy, bo jesteśmy lepsi. Pewność siebie nie jest też synonimem przebojowości. Pewność siebie to po prostu lubienie samego siebie, ze swoimi wadami i zaletami, to poczucie, że jestem ok taki jaki jestem, świadomość swoich zasobów i gotowość podejmowania wyzwań.

Jednak to nie są wrota do raju, pewność siebie nie oznacza braku wątpliwości, lęków czy niepewności. Te elementy są człowiekowi niezbędne do tego by zadawał pytania, szukał głębiej i nieustannie się rozwijał.

Niektórzy ludzie budują pewność siebie już w dzieciństwie, inni muszą zbudować ją świadomą pracą. Zapewne u każdego ta praca wygląda inaczej, chociaż śmiem przypuszczać, że wiele etapów pokrywa się z moimi.

Samoświadomość

Znajomość samego siebie jest bazą, bez której nie zbudujemy wewnętrznej pewność siebie. Jak możemy być pewni siebie, jeśli nie wiemy kim jesteśmy? Dopiero kiedy wiemy, co jest dla nas ważne, jakie mamy ideały i wartości, możemy być sobie wierni, a na wierności budujemy zaufanie do siebie.

Pytanie kim jestem pojawiło się u mnie (jak u większości osób) we wczesnym okresie nastoletnim. Na drodze do poznania siebie było wiele doświadczeń, eksperymentów, poszukiwań. Z takich bardziej teoretycznych rzeczy, które były dla mnie kluczem do zrozumienia siebie były typologie osobowości i astrologia. Mitologia, sztuka i psychologia głębi oprowadzały mnie po nieświadomości, a coaching pomógł w odkryciu swoich zasobów. Oczywiście najważniejsze w poznawaniu siebie jest dla mnie świadome doświadczanie życia i tworzenie relacji z innymi ludźmi. Teorie, introspekcja, analiza niewiele wniesie, gdy się nie konfrontuje z rzeczywistością.

 

Akceptacja

Na nic zda się samoświadomość jeśli nie idzie za nią akceptacja. Co z tego, że znam siebie, skoro siebie nie akceptuję (np. uznając za bardziej atrakcyjne cechy, które są przeciwieństwem moich). Co z tego, że wiem co jest dla mnie ważne, skoro to deprecjonuję (np. dlatego, że bliskie osoby mają inne wartości).

Temat akceptacji bardzo długo siedział gdzieś z tyłu mojej głowy, ale był ignorowany, ponieważ miałam błędne pojmowanie akceptacji. Wydawało mi się, że akceptacja jest równoznaczna z poddaniem się, bezruchem i biernością. Nic bardzie mylnego. To właśnie brak akceptacji powstrzymywał mnie przed zmianami i rozwojem. Dopiero kiedy zaakceptowałam siebie zaczęłam wybierać takie rzeczy, które do mnie pasowały, otaczać się ludźmi, którzy mnie wspierali w tym kim jestem. W odpowiednich warunkach rozwój i zmiany dzieją się niemalże samoistnie, ponieważ co chwile pojawiają się nowe możliwości, które zbliżają nas do celu.

Dla mnie osobiście kluczem do akceptacji była samotność. W pewnym momencie życia odkryłam, że bycie samemu jest znacznie piękniejsze niż bycie z kimś do kogo nie pasuję. W samotności rozpoczął się proces akceptacji i życia według własnych zasad. Dokładnie pamiętam dzień, kiedy spojrzałam w lustro i w końcu poczułam, że szczerze i głęboko lubię siebie, towarzyszyło mi przy tym niesamowite poczucie wolności i lekkości.

Wyrozumiałość

Zaskakujące dla mnie okazało się to, że będąc samemu mam dla siebie znacznie więcej wyrozumiałości i współczucia. Myślałam, że bez zewnętrznego wsparcia trudno będzie mi przechodzić przez porażki, okazało się inaczej. Nauczyłam się sobie wybaczać i doceniać porażki.

Kiedy nie mamy dla siebie wyrozumiałości trudno jest zbudować dobrą relację z samym sobą, a tym samym polegać na sobie. Kiedy w chwili porażki stajemy się dla siebie katem, który obniża nam samoocenę nie możemy na sobie polegać i ufać sobie. Kiedy jesteśmy dla siebie wyrozumiali, wiemy, że kiedy polegniemy na całej linii, zbłaźnimy się przed całym światem, to zawsze możemy liczyć na siebie, liczyć na ten wewnętrzny głos, który powie nam: Schrzaniłaś, zdarza się, masz prawo popełniać błędy.

Szacunek dla siebie i stawianie granic

Szacunku dla siebie i stawiania granic nauczyłam się na kursie NVC. Chociaż tak na prawdę to przede mną jeszcze sporo nauki w temacie stawiania wyraźnych granic i nie pozwalania ich przekraczać innym. Z szacunku dla siebie trzeba wiedzieć kiedy odmówić, kiedy odejść, kiedy zrezygnować. Stawianie granic to nic innego jak troska o samego siebie. Nauka stawiania granic daje mi poczucie, że mogę na sobie polegać; pewność, że zadbam o siebie, kiedy będzie taka potrzeba.

Odpowiedzialność i poczucie wpływu

Branie odpowiedzialności za siebie i swoje życia daje niesamowicie dużo pewności siebie. Przestajemy być ofiarami losu, marionetkami w czyiś rękach. Dokonując zmian i widząc efekty naturalnie rośnie poczucie zadowolenia z siebie.

Kiedy nie bierzemy odpowiedzialności za siebie i swoje życie, wtedy czekamy, aż ktoś inny pokoloruje nasze życie, i nawet jeśli ktoś zmieni coś dla nas, to zamiast wzmocnić swoje poczucie pewności siebie, wzmocni uzależnienie od innych ludzi.

Poza tym nie należy zabierać odpowiedzialności innym ludziom, zwłaszcza jeśli to dotyczy czyjegoś szczęścia. Kiedyś miałam bardzo piękną ideę by zbawić ludzi i świat. Dziwiłam się czemu mam takie ogromne poczucie bezradności. Chciałam zmieniać to, na co nie miałam wpływu.

Kiedy przestałam brać odpowiedzialność za to, za co odpowiedzialni są inni ludzie, kiedy przestałam próbować zmieniać rzeczy, na które nie mam wpływu, nagle miejsce bezsilności zajęło poczucie mocy i otrzymałam dostęp do nowej energii dzięki, której mogłam zmieniać to na, co mam wpływ.

Samorealizacja

Kiedy poznałam siebie, zaakceptowałam, stałam się dla siebie wyrozumiała zaczęłam się realizować. Nie podejmowałam aktywności, której inni ode mnie oczekiwali, ani takiej by zaimponować komuś, czy wkupić się w czyjeś łaski, tylko takie, które są zgodne ze mną. 

Rozwój, który wzmacnia wewnętrzną pewność siebie, to taki, który wynika z potrzeby doświadczania tego, co dla nas ważne: piękna, miłości, wspólnoty, ekspresji (i co tam komu w duszy gra).

Działania, które wynikają z naszych wewnętrznych potrzeb, są zgodne z naszymi wartościami, i tym kim jesteśmy dają tak piękne owoce, że zadowolenie z siebie i życia jest tak naturalne jak oddychanie. Czego życzę sobie i Wam z całego serca 🙂

(Visited 98 times, 1 visits today)
Facebookgoogle_plus

Leave a Reply